Dwa dni, tylko bagaż podręczny i ani minuty straconej na czekanie w hotelu. Razem z moją przyjaciółką spędziłyśmy 2 intensywne dni w Londynie, podczas których zobaczyłyśmy naprawdę dużo!
Wylądowałyśmy rano na Luton i od razu ruszyłyśmy na miasto: Westminster, Wimbledon, wieczór w Soho, a w niedzielę kolejka linowa nad Tamizą, Tower Bridge, The Shard i zakamarki City. Oto nasz plan godzina po godzinie.
Jak poruszać się po Londynie
Najwygodniej metrem i kolejką DLR. Z hotelu przy Canning Town jest świetne połączenie do centrum (Jubilee line) i do City (DLR). Na dwa dni nie myślałyśmy o wypożyczeniu samochodu, po pierwsze, aby nie zmylił nas lewostronny ruch, po drugie odpada problem z parkowaniem, a po trzecie: Londyn jest świetnie skomunikowany. Zarówno metro, jak i miejskie autobusy zawożą człowieka tam, gdzie chce.
Za przejazdy najprościej płacić kartą albo telefonem zbliżeniowo. Działa tzw. fare capping, czyli dzienny limit: gdy dużo się jeździ, system sam przestaje naliczać opłaty po jego osiągnięciu. Dla stref 1–3 to ok. £10,50 dziennie. Nie trzeba było nawet kupować biletu, wystarczyło podejść do bramki i przyłożyć kartę lub telefon.
Dojazd z lotniska Luton
Z terminala na stację Luton Airport Parkway dojechałyśmy kolejką DART – to tylko ok. 4 minuty. Bilet w jedną stronę kosztował £4,90 (jeśli ma się bilet łączony „Luton Airport”, DART jest już w cenie).
Z Parkway wsiadłyśmy w pociąg do Londynu. Dojechałyśmy stamtąd do St Pancras, aby po drodze nie ominąć pewnego peronu. Jaki?
Ponieważ jestem fanką Harry’ego Pottera, Peron 9¾! Przy tym słynnym peronie znajduje się miejsce, gdzie można sobie zrobić zdjęcie w szaliku wybranego domu wraz z wózkiem bagażowym, który wjeżdża w ścianę.
Nie obyło się bez stania w kolejce, ale mam pamiątkowe zdjęcie!
Z King’s Cross pojechałyśmy linią Jubilee prosto do Westminster i od razu zaczęłyśmy spacer po ikonach Londynu. Do hotelu dotarłyśmy dopiero wieczorem.
Westminster, ikony Londynu i wieczór w Soho
Westminster – największe ikony, prosto z lotniska
Miałyśmy tylko bagaż podręczny, więc nie traciłyśmy czasu na hotel i od razu ruszyłyśmy zwiedzać. Z pociągu przesiadłyśmy się na Jubilee line i wysiadłyśmy w Westminster. Dalej już pieszo:
- Big Ben – zobaczyłyśmy zaraz po wyjściu ze stacji metra. Wyglądał dokładnie tak, jak sobie go wyobrażałam. Robi wrażenie!
- Westminster Abbey – obejrzałyśmy z zewnątrz, został sfotografowany wzdłuż i wszerz
- Czerwone budki telefoniczne – nie mogło się obejść bez zdjęcia w budce. Co prawda nie działają już, ale nadal są to kultowe miejsca w Londynie. Do niektórych z nich ustawia się długa kolejka. Warto przejść dalej i poszukać takiej, przy której kolejki akurat nie ma
- Westminster Bridge – stąd rozpościerają się najpiękniejsze widoki na Tamizę
- London Eye – można wjechać (bilety lepiej kupić wcześniej), ale zadowoliłyśmy się jego widokiem
- National Covid Memorial Wall (mural z czerwonych serc) – zeszłyśmy na South Bank i przespacerowałyśmy się wzdłuż Tamizy w stronę Lambeth Bridge
Lunch – South Bank / Waterloo
Zjadłyśmy w okolicy South Bank i Waterloo – jest tu mnóstwo miejsc w średniej cenie, więc łatwo coś znaleźć „na szybko”, bez dalekiego dojazdu.
Wimbledon – muzeum i tour po kortach
Po lunchu pojechałyśmy do All England Club na Museum & Tour, żeby na własne oczy zobaczyć Centre Court – kort Wielkiego Szlema. Jako zapalone amatorki tenisa, nie mogłyśmy tego ominąć! Zwiedzałyśmy więc główny kort, na którym rozgrywają mecze najwięksi tenisowi gracze. Przeszłyśmy się również po muzeum tenisa – jako ciekawostkę dodam, że dawniej tenisowe turnieje zwykle rozgrywały się w czerwcu, stąd wiele motywów truskawek przewija się w tym miejscu. Udało mi się również zapozować do zdjęcia z rodaczką ;) Na koniec zajrzałyśmy do Wimbledon Shop po pamiątki.
Trafalgar Square → Covent Garden → Soho
Wieczorem zrobiłyśmy sobie spacer w kierunku Soho i Covent Garden. Zaczął zapadać zmierzch, więc zrobiło się naprawdę klimatycznie. W Londynie przed wejściami do pubów ustawiły się kolejki, a ludzie pili piwo bezpośrednio na ulicy.
Cała trasa pieszo zajęła nam ok. 30–60 minut.
Powrót do hotelu
Do hotelu wróciłyśmy linią Jubilee do Canning Town, a stamtąd kawałek pieszo. W hotelu padłyśmy spać. Przerobiłyśmy naprawdę niezły kawałek Londynu pieszo, a kolejny dzień czekał nas równie intensywny.
Tower Bridge, City, The Shard i spokojny powrót
Śniadanie, wymeldowanie i zwiedzanie
Niedzielę zaczęłyśmy spokojnie – po śniadaniu wymeldowałyśmy się i ruszyłyśmy od razu na miasto.
IFS Cloud Cable Car – kolejka linowa nad Tamizą
Kolejkę linową miałyśmy praktycznie pod nosem – startuje z okolic Royal Victoria / Canning Town (DLR). Krótki przejazd nad Tamizą i piękne widoki na dzień dobry. Londyn z lotu ptaka - niesamowity widok!
Greenwich
Z Canning Town pojechałyśmy zobaczyć Greenwich. Czerwcowe południe okazało się słoneczne, więc był to udany spacer. Zobaczyłyśmy południk zero i ogromne National Maritime Museum, ale tylko z zewnątrz – na zwiedzanie go musiałybyśmy mieć sporą ilość czasu!
The Shard i okolice London Bridge
Wracając z Greenwich zostało nam jeszcze jedno miejsce warte zobaczenia. Był to The Shard – najwyższy budynek w Londynie, i… ciekawe WC!
City na lekko – spacer
Po powrocie z The Shard zobaczyłyśmy jeszcze słynny Tower Bridge i… pora wracać do domu!
Prosto na lotnisko
Do hotelu już nie wracałyśmy – z City pojechałyśmy prosto na St Pancras International i dalej na Luton.
Czy wycieczka się udała? Bardzo! Dwa dni pięknej pogody i udało nam się zwiedzić najważniejsze miejsca w Londynie.