Znasz to uczucie? Stoisz już pod wyciągiem, sięgasz do kieszeni po rękawiczki… a jest tylko jedna. Albo wieczorem w apartamencie okazuje się, że ładowarka została na biurku w domu. Przez lata rodzinnych wyjazdów na narty zaliczyłam kilka takich wpadek. Dziś dzielę się tym, czego nauczyły mnie one o pakowaniu.
Najpierw sprzęt
Narty, kijki, buty i kask – to oczywiste, ale warto zajrzeć do nich kilka dni przed wyjazdem, a nie w ostatni wieczór. Narty po serwisie, z naostrzonymi krawędziami i świeżym smarem, jeżdżą zupełnie inaczej. A wizyta w serwisie na miejscu w sezonie potrafi zająć pół dnia.
Gogle najlepiej mieć z dwiema szybami: jasną na mgłę i ciemną na słońce. W górach pogoda potrafi się zmienić w godzinę, a jazda w ciemnych goglach w białym mleku to loteria. Buty pakuj do osobnej torby – są ciężkie, mokre i brudzą wszystko dookoła.
Ubrania na stok, czyli cebulka
Na stoku najlepiej sprawdzają się trzy warstwy: bielizna termoaktywna, polar lub cienki puch i kurtka narciarska. Gdy wyjdzie słońce, zdejmujesz polar, a gdy zawieje na górze – dokładasz. Unikaj bawełny: zbiera pot i po pierwszym zjeździe zaczyna ziębić.
Do tego kilka rzeczy, których nigdy nie jest za dużo:
- skarpety narciarskie – para na każdy dzień jazdy,
- dwie pary rękawiczek, bo jedne zawsze schną,
- komin lub cienka czapka pod kask.
Te drugie rękawiczki uratowały mi niejeden dzień. Mokre ręce na wyciągu przy minus dziesięciu to najszybszy sposób, żeby zjechać do schroniska i już z niego nie wyjść.
Po nartach
Après-ski to połowa przyjemności, więc zostaw w walizce miejsce na wygodne rzeczy: sweter, ciepłe buty zimowe i kapcie do apartamentu. Buty niech mają porządną podeszwę – chodniki w kurortach bywają wieczorem jak lodowisko.
Koniecznie weź też strój kąpielowy. Basen albo sauna po całym dniu na stoku to najlepsze, co można zrobić dla obolałych nóg. A gdy zapomnisz stroju, kupisz go w hotelowym sklepiku za trzy razy tyle.
Pomadka, krem i mała apteczka
Dzień na stoku bez pomadki potrafi dać się we znaki. Usta szybko robią się spękane, szczypią przy każdym uśmiechu, a wieczorne grzane wino nagle przestaje być przyjemnością. Najlepiej wybierz pomadkę z filtrem i trzymaj ją w kieszeni kurtki, nie w walizce.
To samo dotyczy kremu z filtrem SPF 50. Śnieg odbija słońce jak lustro i nawet w pochmurny dzień można wrócić z białymi „okularami” od gogli na czerwonej twarzy. Wieczorem przyda się tłusty krem na mróz.
W apteczce wystarczy kilka rzeczy: środek przeciwbólowy, plastry na otarcia od butów, żel na stłuczenia i elastyczny bandaż. I oczywiście leki, które przyjmujesz na co dzień.
Dokumenty i drobiazgi, o których się zapomina
Dowód lub paszport, karta EKUZ i ubezpieczenie z opcją sportów zimowych – na ten ostatni punkt warto zwrócić szczególną uwagę. Zwykła polisa turystyczna często nie obejmuje jazdy na nartach, a akcja ratunkowa w Alpach potrafi kosztować tyle co cały wyjazd (jeśli nie więcej!). Jeśli jedziesz samochodem za granicę, kup wcześniej winietę.
Kierowcy powinni pamiętać też o łańcuchach na koła. Na wielu alpejskich drogach są obowiązkowe, a ostatni podjazd pod hotel w śnieżycy bez nich bywa niewykonalny. Przetestuj zakładanie w domu – na mrozie, po ciemku i na poboczu to zupełnie inna zabawa.
Na koniec drobiazgi, które robią różnicę: powerbank (na mrozie telefon rozładowuje się błyskawicznie), ogrzewacze do rękawic, termos na herbatę i przedłużacz, bo w apartamentach zawsze brakuje gniazdek.
Pełna lista do odhaczania
To tylko najważniejsze rzeczy. Moja pełna lista ma ponad 50 pozycji podzielonych na kategorie, z kratkami do odhaczania. Drukuję ją przed każdym wyjazdem i wiesz co? Od kiedy jej używamy, nikt w rodzinie nie zapomniał rękawiczek.
A o czym Ty kiedyś zapomniałaś lub zapomniałeś na nartach? Napisz mi na Instagramie @szkicewypraw – najlepsze patenty dopiszę do listy.
Do zobaczenia na stoku!
Basia